niedziela, 15 czerwca 2014

Nasza ciąża od wizyty do wizyty

Na początku ciąży każda wizyta była jedną wielką niewiadomą. Czekaliśmy na nie z wielką niecierpliwością, strachem i jednocześnie nadzieją, że usłyszymy tylko pozytywne wieści. Odliczanie dni stało się dla mnie w pewnym sensie rytuałem. Najgorsze było czekanie na wizytę. Po kilku dniach od wizyty popadałam w wielki smutek, bo wydawało mi się, że ta poprzednia była bardzo dawno temu a do kolejnej jeszcze 4 tygodnie, później tłumaczyłam sobie, że z Maleństwem musi być wszystko dobrze skoro lekarz nie chce mnie widzieć częściej, a w razie potrzeby zawsze mogę do niego zgłosić się telefonicznie i zasięgnąć porady, albo umówić się na dodatkowe spotkanie. Kolejny kryzys nadchodził kilka dni przed wizytą, moja niecierpliwość osiągała maksymalny poziom i była na tyle uciążliwa, że moja druga połówka widząc moje męki próbowała mnie przekonać do kontaktu z lekarzem w celu przyspieszenia wizyty, albo udania się gdziekolwiek, byle zrobić USG i uspokoić mnie potwierdzając, że z Pejełką nie dzieje się nic złego. Za każdym razem udało mi się wytrwać do umówionego terminu. Niestety po każdej kolejnej wizycie czułam taki niedosyt. Mogłabym godzinami patrzeć w ekran aparatu do badania USG, po prostu byłam bardzo nienapasiona.
Z każdą wizytą początkowej fazy ciąży dojrzewałam do tego, aby stworzyć pamiętnik ciąży, w którym zapisywałabym wszystko to co jest dla mnie najważniejsze. Wreszcie nadszedł ten piękny dzień po wizycie, podczas której potwierdzono widniejący zarodek z bijącym sercem, wtedy z wielkim zaangażowaniem przystąpiłam do wycinania z kolorowego papieru różowego wózka dziecięcego :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz