niedziela, 16 listopada 2014

Szpitalne przygody - poród

Moja przygoda ze szpitalem rozpoczęła się 1 września 2014 r. Zgodnie z ustaleniami lekarza postanowiłam udać się na kontrolne KTG do szpitala, w którym zamierzałam rodzić. Po wykonaniu badania lekarz stwierdził, że wygląda na to, że wszystko jest w porządku, ale na zapisie nie ma czegoś co powinno być i trzeba powtórzyć KTG i jeżeli nie będzie tego zapisu na tym drugim to zatrzymuje mnie w szpitalu. Oczywiście na początku nie powiedziano mi czego brakuje, dowiedziałam się dopiero po kilku dniach. Nagle zrodziła się niepewność i strach. Zastanawialiśmy się czy faktycznie coś jest nie tak, przecież dotychczas nic nie wskazywało na jakiekolwiek nieprawidłowości. Tego dnia do szpitala szłam z nadzieją, że KTG wykaże jakiekolwiek skurcze, a wyszłam z podejrzeniem wielowodzia i informacją, że dziecko za mało się rusza. Badanie zostało powtórzone kolejnego dnia, przed nim kazano mi zjeść coś dużego i słodkiego, aby pobudzić Maleństwo. Oczywiście wynik KTG był podobny. Trzeciego dnia podczas kontroli zdecydowano o pozostawieniu mnie na oddziale z nadzieją, że za kilka dni urodzę. Wspomnę, że czułam się cudownie, w zachowaniu swojego organizmu nie zauważyłam nic podejrzanego, a poza tym czułam ruchy dziecka. Wreszcie po kilku dniach podjęto próbę indukcji porodu za pomocą cewnika Foley`a. Piszę podjęto próbę, ponieważ cewnik został źle założony przez lekarza  i do porodu nie doszło :/
Podczas tygodniowego pobytu w szpitalu zaobserwowano, że moje Maleństwo ma ustalone pory dnia, w których ma wzmożoną aktywność ruchową, a wielowodzie jest niewielkie. Kolejną indukcję już za pomocą oksytocyny zaproponowano za kilka dni. Po długiej rozmowie z mężem doszliśmy do wniosku, że jeśli z dzieckiem i ze mną jest wszystko w porządku i nic nie wskazuje na poród w najbliższych dniach to nie ma sensu robić nic na siłę i wbrew organizmowi. Postanowiliśmy opuścić szpital na własne życzenie. 
Kolejny tydzień spędziliśmy w domu. 
W kolejnych dniach baczniej obserwowałam ruchy dziecka. 16 września 2014 były one mniej wyczuwalne, powiedziałabym, że nie było ich w ogóle oprócz dwóch smyrnięć, dlatego postanowiłam pojechać na izbę przyjęć. Po wykonaniu KTG stwierdzono, że wszystko jest w normie (czyli tak jak było dotychczas w pozostałych zapisach), zalecono kontrolne KTG co 2 dni. Niestety ja czułam, że coś jest nie tak. Udaliśmy się z mężem na rozmowę do zastępcy ordynatora, który postanowił przyjąć mnie na oddział. Zaproponował indukcję porodu za pomocą oksytocyny, a jeśli to nie pomoże poród metodą cesarskiego cięcia. Następnego dnia podłączono pompę z oksytocyną, którą odłączono po 6 godzinach, ponieważ nie wywołała ona akcji porodowej. Kolejna przygoda z oksytocyną miała miejsce dwa dni później. Po 9 godzinach lekarz stwierdził, że główka balotuje i nic nie wskazuje na poród naturalny. Ostatnie 2 godziny z oksytocyną były okropne, ból niesamowity. Wiedziałam, że tak będzie, ale byłoby miło jakby wraz z nadchodzącym co minutę bólem rodziło się dziecko. Wykonano badania, które zakwalifikowały mnie do cesarskiego cięcia ze znieczuleniem zewnątrzoponowym.
Pejełka urodziła się 19 września 2014 roku o godzinie 20.25.
Waga: 4340 gram
Wzrost: 55 cm 
Śliczna dziewczyna!!!
Przy porodzie była moja druga połówka. Dumny Tatuś zabrał Malutką na kangurowanie :)
 
Powyższa sytuacja opisana jest w skrócie. Przedstawienie wszystkich szczegółów zajęłoby o wiele więcej miejsca. Podczas tych 3 tygodni towarzyszyły nam różnego rodzaju uczucia od strachu, niepewności, bezradności i złości po nieskończoną radość i miłość.

Pamiętnik ciąży - III trymestr

Trzeci trymestr ciąży trwa od 27 tygodnia do dnia porodu. 

I wizyta - 03.07.2014
28 tydzień i 6 dzień ciąży. Wykonano badanie 3D oraz 4D. Polecam w 100%. Niesamowite przeżycie. Malutka ma nosek po mnie, a czoło i usta po tatusiu :) zobaczymy, czy to się zmieni jak już przyjdzie na świat. Ocena ogólna lekarza: bicie serca widoczne. Ruchy płodu obecne. Położenie pośladkowe. Łożysko na tylnej ścianie. Jednym słowem wszystko dobrze :) 



II wizyta - 26.07.2014
Malutka waży już 2100 gram i mierzy 46 cm. Lekarz zapowiedział, żeby nie kupować wyprawki na 56 cm, ponieważ w ogóle może się nie przydać. Pejełka rośnie jak na drożdżach. Nogi długie po tatusiu :) Wszystkie parametry idealne, wyniki krwi i moczu dobre. Tabletki pozostają bez zmian, jedynie zmniejszono dawkę żelaza z 4 tabletek dziennie do 2 tabletek. Jak stwierdziła Pani Doktor Maluszek na razie nie szykuje się do wyjścia, dlatego kolejna wizyta kontrolna za 3 tygodnie, wtedy też będzie wykonane pierwsze KTG.

III wizyta - 17.08.2014
Według Pani Doktor Maleństwo przyjdzie na świat za około 3 tygodnie, czyli na początku września. Badanie KTG nie wykazało żadnych nieprawidłowości. Pejełka waży 2940 g i mierzy ok. 49-50 cm.

Ważna informacja dla wszystkich ciężarnych kobiet przyjmujących Clexane.
Jeżeli Clexane jest przyjmowane do dnia porodu, albo tak jak w naszym przypadku nawet przez czas połogu kategorycznie zabrania się podania znieczulenia zewnątrzoponowego do 12 godzin od przyjęcia zastrzyku. Jeśli w tym czasie konieczne jest wykonanie cesarskiego cięcia wówczas poród odbywa się w znieczuleniu ogólnym, czyli pod narkozą.

IV wizyta - 22.08.2014
Wizyta kontrolna u innego lekarza. Waga 3200 g. Opis USG: płód pojedynczy w położeniu podłużnym główkowym. FHR 145 u/min. Prawidłowy zarys czaszki i obraz struktur mózgowia. Twarzoczaszka o prawidłowej budowie. Kręgosłup bez widocznych nieprawidłowości. Klatka piersiowa symetryczna. Serce czterojamowe z prawidłowym odejściem pni tętniczych. Linia przepony widoczna. Prawidłowo wypełniony żołądek. Nerki prawidłowe. Pęcherz moczowy widoczny.Otrzymaliśmy skierowanie na kontrolne KTG, dzięki któremu rozpoczęła się nasza szpitalna przygoda.

czwartek, 28 sierpnia 2014

Szkoła rodzenia

Szkoły rodzenia od pewnego czasu stały się bardzo popularne. Nastała moda na uczęszczanie w zajęciach nie tylko przez kobiety w ciąży, ale także przez oczekujących tatusiów. Jak tylko dowiedziałam się, że jestem w ciąży "przeryłam" cały internet w poszukiwaniu jakiejś szkoły. Doszłam do wniosku, że wszystkie wiadomości, które zostaną przekazane na zajęciach przynajmniej będą z wiarygodnego źródła. Poinformowałam swoją drugą połówkę, że będziemy chodzić do szkoły rodzenia razem, ale ze względu na to, że zazwyczaj nie pasowały nam terminy trochę odpuściłam. Temat powrócił po przeprowadzce około 30 tygodnia ciąży. Zapisaliśmy się do szkoły rodzenia przy szpitalu, w którym planujemy rodzić. Zajęcia odbywają się raz w tygodniu po 2,5 godziny przez 4 tygodnie.
Na I zajęciach został poruszony temat przyjęcia do szpitala, kwestia dokumentów, wyprawki dla Malucha i mamy oraz samego porodu. Dokładnie zostały omówione etapy porodu. Na sam koniec pozostała wisienka na torcie, czyli zwiedzanie oddziału położniczego.
II zajęcia były związane z okresem połogu. Omówiono nie tylko zmiany jakie zachodzą w organizmie kobiety po porodzie, ale także poruszono temat dokumentów i formalności, które należy załatwić po porodzie.
Na III zajęciach omówiono temat komórek macierzystych oraz krwi pępowinowej, a także elementy związane z pielęgnacją noworodka(kąpiel, ubieranie, przewijanie).
IV zajęcia prowadziła położna oddziałowa, która doradzała w temacie laktacji. Jak karmić noworodka, jak często, co wspomaga laktację a co hamuje.
Podsumowując: zajęcia są bardzo praktyczne dla rodziców, którzy oczekują pierwszego dziecka. Zawsze można dowiedzieć się czegoś ciekawego lub nowinek, które nie krążą w internecie i przede wszystkim informacje są przekazywane przez osoby z doświadczeniem. Oczywiście nie da się na zajęciach nauczyć jak dokładnie trzymać dziecko, jak je przewijać, jaka jest dla niego najlepsza pozycja do spania. Wykłady mają na celu przybliżyć temat oraz pokazać jakie są metody postępowania w różnych sytuacjach, bo tak na prawdę wszystkiego trzeba nauczyć się na zasadzie prób po urodzeniu maleństwa. Z czystym sumieniem polecam :)

środa, 13 sierpnia 2014

Wyprawka dla noworodka

Wiele rodziców zatraca się w szaleństwie zakupowym artykułów dziecięcych, a wszystko po to, żeby maleństwo od pierwszych dni życia miało wszystko co najlepsze. Mimo wszystko uważam, że to co najlepsze nie oznacza najdroższe i wszystko co tylko znajduje się w sklepie. Najlepiej zrobić lub wyszukać w internecie listę rzeczy, które składają się na wyprawkę dla noworodka. Następnie przeanalizować i jednocześnie zachowując zdrowy rozsądek wybrać te rzeczy, które uważamy za niezbędne (np. pieluchy, kosmetyki, ubranka). Ewentualnie możemy stworzyć drugą listę artykułów, które mogą być potrzebne, ale można je zakupić w razie potrzeby po porodzie (np. laktator, niania elektroniczna). Dodatkowo trzeba pamiętać o przygotowaniu kilku rzeczy do szpitala.

WYPRAWKA DLA NOWORODKA

  • mydełko dla niemowląt,
  • emulsja do kąpieli dla niemowląt,
  • oliwka lub balsam po kąpieli,
  • puder,
  • maść na odparzenia,
  • spirytus do przemywania pępka,
  • sól fizjologiczna,
  • chusteczki nawilżone,
  • pieluchy jednorazowe (Newborn),
  • pieluchy tetrowe (10-15 szt.),
  • miękka szczotka do włosów,
  • gruszka lub aspirator,
  • nożyczki z zaokrąglonymi końcówkami lub małe cążki,
  • patyczki do uszu,
  • jałowe gaziki i waciki,
  • podkłady do przewijania,
  • 2 miękkie ręczniki kąpielowe,
  • wanienka,
  • myjki frote (niekoniecznie),
  • termometr do mierzenia temperatury wody (można wykorzystać wielofuncyjny termometr elektroniczny lub własny łokieć),
  • przewijak,
  • proszek do prania i płyn do płukania ubranek niemowlęcych,
  • bawełniane śpiochy - ok. 5 szt.
  • body z krótkim rękawem - ok.5-6 szt.
  • body z długim rękawem - ok. 3 szt.
  • kaftaniki - ok. 3 szt.
  • sweterki - 2 szt.
  • czapeczki bawełniane - 2 szt.
  • skarpetki - 2-3 szt.
  • rękawiczki niedrapki - 2 szt. (niekoniecznie),
  • kombinezon zimowy,
  • grubszy, polarowy pajacyk,
  • rękawiczki, czapka, szalik (na zimę),
  • butelka 125 ml - 2 szt.
  • smoczki do butelek,
  • sterylizator do butelek,
  • podgrzewacz do pokarmu,
  • szczotka do czyszczenia butelek,
  • termoopakowanie do butelek,
  • termometr do pomiary temperatury ciała,
  • niania elektroniczna (niekoniecznie),
  • poduszka do karmienia,
  • monitor oddechu (niekoniecznie),
  • smoczek uspokajający,
  • wózek,
  • moskitiera przeciwko owadom,
  • fotelik samochodowy,
  • łóżeczko + materacyk z kokosem,
  • pościel - 2 kpl.
  • rożek,
  • kołderka i poduszka,
  • cienki i grubszy kocyk,
  • prześcieradło - 3 szt.
  • śpiworek (niekoniecznie),
  • ochraniacz na szczebelki.
Lista potrzebnych rzeczy do szpitala nie jest tak rozbudowana, znajduje się ona tutaj.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Wyprawka do szpitala

Na pierwszy miejscu listy wyprawkowej do szpitala są oczywiście dokumenty, do których zaliczamy:

  • dowód osobisty,
  • badanie grupy krwi - oryginał,
  • wszystkie aktualne badania - morfologia, mocz, elektrolity, układ krzepnięcia, WR, HBS, cukier),
  • karta ciąży,
  • NIP pracodawcy.
Lista rzeczy dla dziecka: 
  • paczkę pieluch jednorazowych,
  • pieluch tetrowe - kilka sztuk,
  • body lub koszulki bawełniane - 3 szt. 
  • pajacyk lub kaftaniki i śpiochy - 3 szt.
  • czapeczki - 2 szt.
  • skarpetki - 2 szt.
  • rękawiczki niedrapki - 2 szt.
  • chusteczki nawilżone, 
  • krem na odparzenia,
  • oliwka,
  • mydło,
  • rożek,
  • kocyk.
Rzeczy dla mamy:
  • koszula nocna - 3 szt.
  • biustonosz dla matek karmiących - 2 szt.
  • majtki siatkowe,
  • szlafrok,
  • skarpety,
  • kapcie,
  • klapki pod prysznic,
  • podpaski duże lub podkłady poporodowe,
  • płyn do higieny intymnej,
  • balsam do ust,
  • ręczniki,
  • wkładki laktacyjne,
  • podkłady na łóżko,
  • przybory toaletowe,
  • krem na popękane brodawki,
  • leki, które przyjmujemy,
  • herbatka laktacyjna,
  • sztućce i kubek,
  • pieniądze w razie potrzeby,
  • woda mineralna,
  • lizaki, suchary, kilka jabłek.
Warto dokładniej dowiedzieć się w szpitalu, w którym chcemy rodzić co będzie potrzebne, ponieważ każdy szpital może mieć inne wymagania.

piątek, 1 sierpnia 2014

Przygotowania do porodu - zakupowe szaleństwo

Analizując całą naszą drogę, jaką przebyliśmy i zwracając uwagę na zaawansowanie naszej ciąży, powinniśmy z euforią zatracić się w szaleństwie zakupowym i przygotowaniach do przyjścia na świat naszej Pejełki. Niestety tak nie jest. Zastanawiam się dlaczego, przecież większość oczekujących matek, które poznałam na forum "Wrześniówki 2014" jest już przygotowana, a my w zasadzie mamy kilka kompletów nowych ubranek, darowany wózek i łóżeczko, które trzeba porządnie wyszorować i kilka ubranek odziedziczonych w spadku. Chyba z jednej strony całą tą procedurę odkładaliśmy, ponieważ na początku nie wiedzieliśmy czy wszystko będzie dobrze, później przez przeprowadzkę, która miała miejsce w 7 miesiącu ciąży, jednak teraz na 6 tygodni przed planowanym porodem nastał czas, żeby wreszcie się zorganizować.
Najważniejszy jest dobry plan działania oraz lista zakupów!
Patrząc z perspektywy czasu z czystym sumieniem odradzam robienia zakupów ubranek przed 6 miesiącem, chyba że są to super okazje w dodatku w większym rozmiarze. Zakupy artykułów dziecięcych są jak pułapka, jak już zaczniemy kupować to nie da się przestać, wszystko co małe wydaje się śliczne i "słodkie", albo tak jak w naszym przypadku najprawdopodobniej ubranka w rozmiarze 56 mogą się nie przydać (Malutka w 33 tygodniu ciąży ma już 46 cm długości). Poza tym może się okazać, że odziedziczymy jakieś ubranka po dzieciach znajomych lub członków rodziny.
Moim głównym postanowieniem na początku ciąży było robienie zakupów dopiero od 6-7 miesiąca, oczywiście od kilku tygodni śledzę ceny produktów i nie raz byłam gotowa lecieć do kasy z jakimś ślicznym bodziakiem, ale wygrywał zdrowy rozsądek i upór mojego Męża, który również jest przeciwny przedwczesnym zakupom dla Małej.
Po przeanalizowaniu rynku artykułów dziecięcych postanowiłam nie przemęczać się za bardzo i zrobić niezbędne zakupy przez internet. Zalety: szybciej, taniej niż w sklepach z artykułami dziecięcymi i na dodatek przywożą pod sam dom :) 
Nie pozostaje nic innego jak jeszcze raz dokładnie przeanalizować listę z wyprawką dla noworodka oraz z wyprawką dla mamy do szpitala i przystąpić do zakupów. Oczywiście w miarę możliwości polecam zakupy we dwoje :)

czwartek, 31 lipca 2014

Pamiętnik ciąży - II trymestr

Drugi trymestr trwający od 14 do 26 tygodnia ciąży rozpoczęliśmy od badania tzw. USG genetycznego. W tym czasie odbyliśmy w sumie sześć wizyt.

I wizyta - 15.03.2014
Podczas tej wizyty wykonano badanie USG genetyczne, które miało na celu ustalić ewentualne wady rozwojowe płodu. Po wizycie lekarz zaproponował dodatkowo wykonanie testu podwójnego. Z pomiarów wykonanych podczas badania USG wynika, że ryzyko wystąpienia wad genetycznych jest  niższe niż ryzyko wynikające z mojego wieku. Na pamiątkę otrzymaliśmy płytę z nagraniem :)

II wizyta - 10.04.2014
Nasza Pejełka ma już 17 cm długości i waży 170 g. Wyniki badań krwi i moczu są dobre, aczkolwiek nieco pogorszył się wynik APTT i INR, dlatego lekarz zwiększył dawkę Clexane do 0,6 mg. Pozostałe leki na podobnym poziomie, dodatkowo witaminki. Samopoczucie bardzo dobre.
Potwierdzono płeć Maleństwa - DZIEWCZYNKA :)

III wizyta - 18.04.2014
Kolejna planowa wizyta miała odbyć się 08.05.2014, niestety ze względu na wystąpienie uczucia napiętego i mocno ciągnącego w każdą stronę brzucha udaliśmy się na niezaplanowaną wizytę celem sprawdzenia czy wszystko jest dobrze. USG nie wykazało żadnych nieprawidłowości. Dokładniej sprawdzono funkcjonowanie serca. Zalecenia lekarza: No-spa max trzy razy dziennie do końca ciąży, dodatkowo Relanium 5 mg przez prawie 2 tyg. później w razie potrzeby.

IV wizyta - 08.05.2014
USG tzw. połówkowe. To badanie z serii prenatalnych. Maleństwo waży 400 gram. Czynność serca 150 u/min. Od tego czasu codziennie odczuwam ruchy dziecka. Z badania oczywiście mamy pamiątkę w postaci nagrania.

V wizyta - 05.06.2014
24 tydzień i 6 dzień ciąży. Nasza Pejełka ma 33 cm długości od czubka głowy do stóp i waży 810 g. Maleństwo rozwija się prawidłowo, a to najprawdopodobniej przez to, że wysysa ze mnie wszystko to co najlepsze, co bardzo dobrze pokazują badania krwi :D Lekarz zaleca dodatkową dawkę żelaza w postaci tabletek Biofer Folic 2 razy dziennie po 2 tabletki. Niestety wyniki badań związanych z krzepliwością poniżej normy, zwiększono dawkę Clexane do 0,8 mg i zlecono wykonanie badania anty X a oraz wizytę u hematologa celem ustalenia dawki Clexane w chwili obecnej oraz po porodzie. Na szczęście wynik badania glukozy prawidłowy, nie wykryto cukrzycy ciążowej, której obawiałam się od samego początku.



czwartek, 24 lipca 2014

Dolegliwości w ciąży - jak im zapobiegać

Dolegliwości w ciąży mogą przybierać różną formę i rozmiar. Na szczęście w moim przypadku nie były one, przynajmniej do dnia dzisiejszego, bardzo uciążliwe, raczej nieprzyjemne.
W pierwszym trymestrze mogą wystąpić: nudności, wymioty, zmęczenie i senność, zgaga, częstomocz, zaparcia, tkliwość piersi i bóle głowy. W pierwszej ciąży bardzo uciążliwe były zaparcia, nie odczuwałam zbytniego zmęczenia, pewnie przez to, że miałam kategoryczny nakaz leżenia. Początek drugiej ciąży przyniósł ze sobą ciągły ból lewej strony głowy. Niestety tabletki przeciwbólowe prawie nie pomagały, więc nie pozostało nic innego jak się do niego przyzwyczaić. Obecna ciąża nieco bardziej dała się we znaki. Prawie nieznośna była dla mnie wrażliwość na różnego rodzaju zapachy, szczególnie kawę i drób. Nudności występowały codziennie mniej więcej do końca pierwszego trymestru. Przez ten czas miałam "przyjemność" ściskania sedesu trzy, może cztery razy. Było to po żeberkach, lodach i pomidorówce. Na wszystkie z tych trzech potraw miałam przeogromną ochotę, ale widocznie nie posmakowały one małej Pejełce :) Żeby nie dopuścić do nudności musiałam zacząć jeść zanim poczułam, że jestem głodna, więc jadłam prawie cały czas. Brak posiłku na czas powodował też zawroty głowy. Na szczęście nie dokuczała mi zgaga, zaparcia i bóle głowy, ale za to mogłam całe dnie spać :D Częste oddawanie moczu też nas dotknęło, na samym początku odbywało się ono mniej więcej co 2-3 godziny, od drugiego trymestru co 4 godz.
W drugim trymestrze pozostaje ryzyko wystąpienia zgagi i zaparć. Dodatkowo można się spodziewać bólu pleców, skurczy łydek oraz obrzęku rąk i nóg. W tym czasie szczególnie uciążliwe dla mnie były kujące bóle prawego biodra. Występowały co 4-5 dni i same ustępowały. Raz po raz atakowała mnie zgaga. Dosyć nietypową dolegliwością były swędzące i bolące dziąsła. Pomogła zmiana szczoteczki na super miękką.
Skurcze łydek, ból kręgosłupa (szczególnie w części lędźwiowej) oraz obrzęki rąk i nóg zaczęły występować u mnie w trzecim trymestrze. Pojawiła się tkliwość piersi, zadyszka oraz problemy z oddychaniem. W tym czasie mogą wystąpić również rozstępy, żylaki, hemoroidy oraz ból podbrzusza. Na szczęście rozstępy nas nie dopadły, być może dla tego, że od samego początku 2 razy dziennie smaruję się kremem  i oliwką przeciwko rozstępom. W ostatnim czasie robię to nawet 3-4 razy szczególnie wtedy, gdy czuję, że zaczyna mnie swędzieć skóra na brzuchu albo gdy robi się ona bardzo sucha. Żylaków nie zauważyłam, chociaż mam wrażenie, że pojawiło się więcej pajączków na moich nogach.

Jak radziłam sobie z dolegliwościami?
  • nudności - nie można dopuścić do tego, aby być głodnym, unikać drażliwych zapachów, pić herbatę z imbiru,
  • zmęczenie i senność -  lepiej odespać, niż męczyć się godzinami i czekać do wieczora. W moim przypadku drzemka w dzień w ogóle na początku nie wpłynęła na jakość snu nocnego,
  • zgaga - polecam siemię lniane oraz świeży imbir (można zaparzyć w herbacie), z leków dostępnych w aptece dozwolone jest Rennie,
  • zaparcia - pić 1,5 l wody dziennie, wprowadzić do diety naturalne soki owocowo-warzywne i jogurty, jeść więcej owoców i warzyw (w tym suszonych np. śliwki) oraz pieczywo pełnoziarniste, unikać gotowanego ryżu, gotowanej marchewki, jagód, bananów, słodyczy, potraw ciężkostrawnych,
  • tkliwość piersi - używanie dzień i noc biustonosza,
  • bóle głowy - polecam paracetamol, informacja od lekarza: w przypadku silnych bóli można przyjąć dawkę 1000 paracetamolu do 3 razy na dobę,
  • bóle pleców - polecany jest ruch: spacery, pływanie. Ja niestety mam zakaz wykonywania ćwiczeń, pozostaje mi tylko człapanie z nogi na nogę oraz masaż,
  • skurcze łydek - zażywanie magnezu i potasu wg wskazówek lekarza lub zjadanie produktów z tymi pierwiastkami,
  • obrzęk rąk i nóg - moczenie w chłodnej wodzie, w przypadku nóg można użyć specjalnej maści zakupionej w aptece przeznaczonej specjalnie dla kobiet w ciąży,
  • problemy z oddychaniem - zmiana pozycji,
  • rozstępy - masaż skóry, kremy przeciwko rozstępom dla kobiet w ciąży. Rano używam kremu Elancyl a wieczorem oliwki Bio Oil,
  • żylaki, hemoroidy, ból podbrzusza - gdyby wystąpiły udałabym się do odpowiedniego specjalisty.

wtorek, 15 lipca 2014

Badania prenatalne

Badania prenatalne polegają na analizie krwi matki  i jednoczesnym wykonaniu badania USG tzw. genetycznego w podobnym okresie, najlepiej tego samego dnia. Dzięki tym badaniom można wykryć większość chorób, które można leczyć nawet przed urodzeniem. Standardowo USG genetyczne wykonuje się trzykrotnie między 11 a 13 i 6 dniem ciąży, drugi raz między 18 a 22 tygodniem i trzeci raz pomiędzy 28 a 32 tygodniem.
W naszym przypadku pierwsze USG genetyczne zostało wykonane w 13 tygodniu i 1 dniu ciąży. 
Opis badania: szacunkowe ryzyko analizowanych aberracji chromosomowych na podstawie badania USG jest niższe niż ryzyko wynikające z wieku. Izolowane poszerzenie miedniczek nerkowych. 
Według lekarza wszystko jest w porządku, ale mimo to dla pewności polecił wykonanie testu podwójnego (test PAPP-A). Polega ono na pobraniu krwi i zmierzeniu stężenia białka PAPP-A oraz betaHCG.
Drugie badanie USG miało odbyć się w 21 tygodniu ciąży, ale ze względu na nasilające się napięcia brzucha postanowiliśmy pojawić się u lekarza wcześniej, dlatego zostało ono wykonane w 18 tygodniu ciąży. Podczas badania dokładnie sprawdzono funkcjonowanie serca, które działa prawidłowo.
Podczas trzeciego badania USG sprawdzono mózg, serce i nerki.
Mózg: struktura móżdżku prawidłowa. Sploty naczyniowe o jednorodnej echogeniczności. Sierp mózgu widoczny. Jama przegrody przeźroczystej widoczna. Prawidłowa szerokość komór bocznych mózgowia.
Serce: położenie serca prawidłowe. Rytm serca miarowy, zatokowy. Prawidłowy obraz 4 jam. Droga odpływu z prawej komory prawidłowa. Droga odpływu z lewej komory prawidłowa. Obraz trzech naczyń w śródpiersiu prawidłowy. Łuk aorty widoczny. Łuk przewodu tętniczego prawidłowy. Spływ żył głównych do prawego przedsionka widoczny. Spływ żył płucnych do lewego przedsionka widoczny. Wskaźnik sercowy (CTAR) w normie. Oś serca w normie. Prawidłowe spektrum przepływu krwi przez zastawki przedsionkowo-komorowe.
Nerki: obie miedniczki nerkowe szerokości w granicach 3,3-3,5 mm.
Czwarte badanie odbyło się w 28 tygodniu i 6 dniu ciąży. Zostało wykonane w formacie 2D, 3D i 4D. Wrażenia z USG 4D niezapomniane. Polecam!!! Miny dzieciaczka śliczne. Podczas badania lekarz dokonał sprawdzenia biometrię i anatomię płodu, wykonał też doppler płodu i matki.
Ocena ogólna: ASP (akcja serca płodu) widoczna. Ruchy płodu obecne. Położenie główkowe. Łożysko na tylnej ścianie macicy.

Niestety badania prenatalne w Polsce refundowane są dopiero po 35. roku życia ze względu na to, że istnieje większe prawdopodobieństwo po tym wieku urodzenia dziecka obciążonego chorobą genetyczną. Kobiety przed ukończeniem tego wieku muszą za takie badania płacić. Każdorazowe badanie USG to koszt ok. 250-300 zł, koszt wykonania testu PAPP-A to ok. 150 zł. Ze względu na koszty oraz przekonanie, że osoba młoda urodzi zdrowe dziecko część kobiet w ogóle nie decyduje się na nie. My ze względu na to, że straciliśmy dwie ciąże postanowiliśmy wykonać wszystkie badania, które sugeruje lekarz.

piątek, 27 czerwca 2014

Ostropest plamisty

 Ostropest plamisty (Silybum marianum (L.) Gaertner) - gatunek rośliny należący do rodziny astrowatych. Pochodzi z obszaru śródziemnomorskiego: Europa Południowa, Egipt, Izrael, Turcja. Rozprzestrzenił się jako uciekinier z upraw w wielu rejonach świata. W Polsce roślina uprawna, czasami zdziczała (ergazjofigofit).* 




Ostropest plamisty można zakupić w sklepie zielarskim lub aptece, dostępny jest również przez internet. Koszt opakowania to ok. 5-6 zł. Występuje w postaci zmielonej i ziarnistej, ja kupiłam ten pierwszy, ponieważ ziarenka przed spożyciem trzeba zmielić lub rozbić, codziennie pół łyżeczki popijałam wodą, herbatą lub actimelem, można wymieszać z jogurtem lub posypać kanapkę.






Źródło:
* http://pl.wikipedia.org/wiki/Ostropest_plamisty

wtorek, 17 czerwca 2014

Badania, które należy wykonać w ciąży

Wiem, że może wydawać się to oczywiste, ale głównym i podstawowym badaniem podczas ciąży jest badanie USG podczas standardowej wizyty u lekarza prowadzącego ciążę, aczkolwiek niektórzy lekarze twierdzą, że przy prawidłowo rozwijającej się ciąży mogą być wystarczające trzy takie badania ok. 12, 22 i 33 tygodnia. Podczas jednej z pierwszych wizyt "ciążowych" lekarz wykona cytologię oraz posiew, badania te należy powtórzyć pod koniec ciąży lub w razie potrzeby. Za każdym razem zmierzy ciśnienie i powinien zważyć lub co najmniej zapytać o aktualną wagę. Poza tymi standardowymi, które wykonuje lekarz w gabinecie podczas wizyty kobietę ciężarną czeka kilka wycieczek do laboratorium. Badania, które należy wykonać:

  • morfologia i badanie ogólne moczu raz w miesiącu lub wg zaleceń lekarza może zdarzyć się częściej,
  • grupę krwi i czynnik Rh, różyczka, toxoplazmoza na początku ciąży,
  • WR (badanie w kierunku kiły) oraz antygen Hbs (wykrywa żółtaczkę typu B) na początku i pod koniec ciąży,
  • stężenie glukozy na czczo na początku oraz w połowie ciąży, w przypadku tego drugiego terminu jest wykonywane to badanie po obciążeniu glukozą 50 g lub 75 g wg zaleceń lekarza.
W moim przypadku dodatkowo zalecono mi wykonanie badania:
  • AST, ALT - próby wątrobowe,
  • HbA1C - ma na celu weryfikację stopnia wyrównania cukrzycy (niestety nie mam pojęcia dlaczego miałam zrobić to badanie, nigdy nie miałam problemu z poziomem glukozy), 
  • TSH i FT4 - ze względu na niedoczynność tarczycy muszę powtarzać co pewien czas,
  • APTT i INR - wskaźniki krzepliwości krwi, takie badania miałam już wykonywane podczas drugiej ciąży i już wtedy była konieczność przyjmowania zastrzyków przeciwzakrzepowych,
  • HCV wykrywa żółtaczkę typu C,
  • przeciwciała odpornościowe to badanie w profilaktyce konfliktu serologicznego,
  • HIV,
  • Anty-Xa - badanie mające na celu określenie jakiej wysokości dawkę Clexane i jak często powinnam przyjmować, musiałam wykonać to badanie, ponieważ mimo zwiększenia dawki tego leku poziom jednego ze wskaźników krzepliwości był za niski. Po wykonaniu takiego badania konieczna jest konsultacja u hematologa,
  • toxoplazmoza powtórzona na polecenie lekarza w 21 tygodniu ciąży,
  • badania prenatalne.




poniedziałek, 16 czerwca 2014

Moje zachcianki

Każda kobieta w ciąży ma inne potrzeby. W moim przypadku już na samym początku - ok. 5-6 tygodnia ciąży - odczułam większe łaknienie. Praktycznie mogłabym jeść bez przerwy, było to spowodowane przede wszystkim ciągłym uczuciem głodu i jednocześnie nudnościami. Nie mogłam dopuścić do tego, aby burczało mi w brzuchu. W chwili, kiedy czułam, że zaczynam być głodna musiałam natychmiast zjeść, cokolwiek. Wchodziło prawie wszystko. Będąc w kuchni czułam się jak odkurzacz. Najlepsze było mięso wołowe i wieprzowe, niestety kurczak nie przechodził mi przez gardło, czułam, że dusze się smakiem pierza :/
Mogłam jeść śledzie pod każdą postacią, nawet niewymoczone matiasy, ogórki kiszone, kapustę kiszoną, pomidory (niestety w styczniu i lutym było bardzo trudno znaleźć coś dobrej jakości w "normalnej" cenie), pomarańcze. A do picia najlepsza była gorzka, czarna herbata z cytryną  lub ewentualnie herbaty owocowe.
Oprócz wyrobów drobiowych mój żołądek nie tolerował kawy, rosołu, ciast i słodyczy (wyjątkiem były cukierki owocowe typu landryny, najlepiej Nim 2).
Na szczęście nie mogłam narzekać na nękające mnie wymioty, bo prawie w ogóle ich nie było. Od początku ciąży może zdarzyły się trzy razy, z czego najbardziej zapamiętałam weekend 14-16 lutego 2014, wtedy nasza Pejełka dała czadu. Cały tydzień marzyłam o pysznych pieczonych, soczystych żeberkach. Z 2,5 kg mięsa zjadłam jeden maleńki kawałeczek, po którym niestety bardzo cierpiałam, a na kolacje byłam skazana na kaszkę. Podobna sytuacja miała miejsce dzień później tylko nastąpiło to po lodach. Od tamtego czasu żeberek nie jadłam w ogóle, przez pewien czas miałam nawet wstręt do jakiegokolwiek mięsa, natomiast jeśli chodzi o lody to towarzyszą mi przez cały czas, są najlepszym lekiem na zgagę :)

niedziela, 15 czerwca 2014

Pamiętnik ciąży - I trymestr

Jak wiadomo pierwszy trymestr ciąży trwa od pierwszego dnia ostatniej miesiączki do 13 tygodnia ciąży. Jednocześnie to cudowny czas pierwszych zachcianek i dolegliwości.
W tym czasie odbyliśmy pięć wizyt.
Polecam każdej kobiecie, aby na każdą wizytę zabierała ze sobą swojego partnera. Obecność męża bardzo mi pomaga, a jego mina podczas III wizyty, kiedy zobaczył Pejełkę i jej szaleńczo bijące serduszko - nie do opisania :-D

I wizyta - 10.01.2014
Podczas tej wizyty wykonane zostało badanie USG, podczas którego nie było widać pęcherzyka ciążowego. Zrobiono je tylko i wyłącznie ze względu na silne bóle podbrzusza i podejrzenie wystąpienia torbieli, które mogły utworzyć się po zabiegu inseminacji (listopad 2013). Po wizycie lekarz polecił wykonanie badania betaHCG celem potwierdzenia lub wykluczenia ciąży. Wynik badania 74,8 mlU/ml :)

II wizyta - 18.01.2014
Lekarz potwierdza ciążę. Widoczny jest pęcherzyk ciążowy o wielkości ok. 3 mm.



III wizyta - 03.02.2014
Zarodek ma już 1,11 cm. Podczas badania można zauważyć bijące serduszko. Lekarz zleca szereg badań, które na szczęście wyszły bardzo dobrze, oprócz ALT i AST. Oba wyniki były podwyższone, dlatego lekarz polecił spożywanie ostropestu plamistego.
Zaczęła się również przygoda z lekami. Oprócz kwasu foliowego, który łykałam od kilku miesięcy zażywałam asparaginian extra (2x1), aspirynę cardio 100, duphaston (3x1), euthyrox 100N, clexane 0,4 mg.
Duphaston miał na celu dostarczenie progesteronu, który jest bardzo ważny w początkowej fazie ciąży. Asparaginan extra to nic innego jak mieszanka magnezu i potasu, działa rozluźniająco na mięśnie, natomiast aspiryna cardio oraz clexane wpływa na krzepliwość krwi, oba leki rozrzedzają krew, aby nie doszło do zakrzepów.
IV wizyta  - 12.02.2014
Wizyta u innego lekarza, w sumie nawinęła się przypadkowo, ponieważ miałam skierowanie z pierwszej wizyty, którego wcześniej nie wykorzystałam. Takim oto cudem mam piękne zdjęcie i potwierdzenie, że z zarodkiem jest wszystko dobrze. Jego wielkość to 1,79 cm. Czynność serca: 140 u/min.



V wizyta - 03.03.2014
11 tydzień i 2 dzień ciąży. Długość zarodka 4,54 cm. Do listy leków dokładamy witaminki. Ja wybrałam Femibion Natal 2 +, ponieważ po Prenatalu miałam odruchy wymiotne. Brałam również pod uwagę Omega Med Optima Forte, niestety jego cena jest lekko odstraszająca.
Samopoczucie w tym tygodniu ciąży bardzo dobre.
Podczas wizyty udało się zrobić super sesję zdjęciową.






Nasza ciąża od wizyty do wizyty

Na początku ciąży każda wizyta była jedną wielką niewiadomą. Czekaliśmy na nie z wielką niecierpliwością, strachem i jednocześnie nadzieją, że usłyszymy tylko pozytywne wieści. Odliczanie dni stało się dla mnie w pewnym sensie rytuałem. Najgorsze było czekanie na wizytę. Po kilku dniach od wizyty popadałam w wielki smutek, bo wydawało mi się, że ta poprzednia była bardzo dawno temu a do kolejnej jeszcze 4 tygodnie, później tłumaczyłam sobie, że z Maleństwem musi być wszystko dobrze skoro lekarz nie chce mnie widzieć częściej, a w razie potrzeby zawsze mogę do niego zgłosić się telefonicznie i zasięgnąć porady, albo umówić się na dodatkowe spotkanie. Kolejny kryzys nadchodził kilka dni przed wizytą, moja niecierpliwość osiągała maksymalny poziom i była na tyle uciążliwa, że moja druga połówka widząc moje męki próbowała mnie przekonać do kontaktu z lekarzem w celu przyspieszenia wizyty, albo udania się gdziekolwiek, byle zrobić USG i uspokoić mnie potwierdzając, że z Pejełką nie dzieje się nic złego. Za każdym razem udało mi się wytrwać do umówionego terminu. Niestety po każdej kolejnej wizycie czułam taki niedosyt. Mogłabym godzinami patrzeć w ekran aparatu do badania USG, po prostu byłam bardzo nienapasiona.
Z każdą wizytą początkowej fazy ciąży dojrzewałam do tego, aby stworzyć pamiętnik ciąży, w którym zapisywałabym wszystko to co jest dla mnie najważniejsze. Wreszcie nadszedł ten piękny dzień po wizycie, podczas której potwierdzono widniejący zarodek z bijącym sercem, wtedy z wielkim zaangażowaniem przystąpiłam do wycinania z kolorowego papieru różowego wózka dziecięcego :)

piątek, 13 czerwca 2014

Pamiętnik ciąży

Po przyswojeniu informacji o ciąży postanowiłam stworzyć pamiętniko-album ciąży. Początkowo rozglądałam się za gotowymi pamiętnikami, oczywiście w internecie można znaleźć różne różniste, przepiękne, ale niestety również bardzo drogie. Trafiały się również takie w przystępnej cenie, jednak nie były one oryginalne, jedyne w swoim rodzaju. Wyszperałam również w internecie pamiętnik ciąży w pdf-ie na stronie Medicover, niestety wówczas nie byłam w posiadaniu drukarki, więc postanowiłam, że stworzę coś takiego sama. 
Podstawą było zakupienie zwykłego zeszytu z ładną okładką i białymi kartkami. W naszym przypadku zwyciężył kolor niebieski. Pasuje zarówno do chłopca jak i dziewczynki :)




Oczywiście w planach miałam wykonanie każdej strony innej, niepowtarzalnej, pięknej, ale niestety moje zdolności artystyczne nie robią szału. Mimo wszystko uważam, że liczy się przede wszystkim intencja. Poza tym zależy mi na tym, aby zapisać w jednym miejscu najważniejsze momenty ciąży, dodać notatki z wizyt i wkleić zdjęcia USG. 

Tak prezentuje się jeden z naszych pierwszych wpisów :D



Mam nadzieję, że pamiętnik stanie się pamiątką, po którą w przyszłości chętnie będziemy sięgać.

wtorek, 10 czerwca 2014

III ciąża - nasza Pejełka

III ciąża!!! Wynik badania betaHCG 74,8 mlU/ml potwierdził ciążę w bardzo wczesnym stadium, dlatego lekarz wykonujący badanie USG nie był w stanie jej dojrzeć. Wielkie zaskoczenie i niedowierzanie. Przez kilka kolejnych dni nie docierało do nas w ogóle, że wynik jest pozytywny. Podeszliśmy do tego bardzo lajtowo, bo wiedzieliśmy jak może się to skończyć. Poza tym nie przywiązywaliśmy się uczuciowo do tej wiadomości, żeby później ewentualnie w razie straty nie cierpieć tak jak w dwóch poprzednich przypadkach. Dla pewności po kilku dniach powtórzyłam betę dwukrotnie w odstępie 48 godzin. Jej poziom wzrastał książkowo, powiedziałabym, że nawet lepiej, bo o ponad 100%. Zastanawiałam się czy przypadkiem nie zapowiada się na bliźniaki.
Bez fanfar i ekscytacji dalej toczyło się nasze życie. Podczas wizyty 18 stycznia 2014 lekarz potwierdził wynik badania z krwi. Widoczny był pęcherzyk ciążowy o wielkości ok. 3 mm. Nie pozostało nam nic innego jak czekać do kolejnej wizyty.
3 lutego zobaczyliśmy piękny zarodek o wielkości 1,11 cm z bijącym sercem - naszą Pejełkę :) 
Dopiero wtedy zaczęły się emocje. Radość nie do opisania chociaż trochę stłumiona i jeszcze niepewna. Postanowiliśmy przez pewien czas nie chwalić się tą wiadomością z całym światem. Pierwszymi osobami z najbliższego otoczenia, które dowiedziały się o ciąży byli rodzice. Wraz z kolejnymi wizytami, które potwierdzały, że wszystko jest w porządku dowiadywały się kolejne osoby. Przełomowym momentem były dla nas połowinki, czyli 20 tydzień. Wtedy trochę spadł nam kamień z serca. Od tamtego czasu powtarzam sobie, że już jest z górki, coraz bliżej do powitania naszego Maleństwa na świecie. Planowany termin porodu 19 września 2014 r.

środa, 4 czerwca 2014

Drugie podejście

Po załatwieniu wszystkich formalności związanych ze stratą dziecka i ogarnięciu myśli postanowiliśmy jeszcze raz podejść do inseminacji. Lekarz dał nam zielone światło już po pierwszym pełnym cyklu. W połowie listopada został wykonany zabieg. Tuż po nim dano nam do zrozumienia, że tym razem powinno się udać. Czekałam jak na szpilkach do 6 grudnia, wtedy miałam zrobić test. Dla pewności wykonałam badanie betaHCG. Jadąc po wyniki byłam bardzo podekscytowana, w sumie byłam pewna, że wszystko idzie po naszej myśli. Niestety wynik był tak niski, że już nic nie mogło wskazywać na to że jestem w ciąży. Długo nie musiałam czekać na potwierdzenie tego, że nie jestem w ciąży, kolejnego dnia miałam to wymalowane czerwono na białym. Znowu burza hormonów zawładnęła moim ciałem. Żal nie wiadomo do kogo i jednocześnie strach, że coś ze mną jest nie tak. Po długiej rozmowie z mężem postanowiliśmy całkowicie odpuścić. Zamknąć temat na jakiś czas, a przynajmniej do jego powrotu z delegacji. Miałam się całkowicie wyciszyć. Pomogły mi w tym wizyty u psychiatry, odseparowanie od stresującego miejsca pracy i zatopienie się w nowym hobby, którym było robienie stroików bożonarodzeniowych oraz duży wysiłek fizyczny (codzienne ćwiczenia po kilkadziesiąt minut). Starałam się zmienić tryb życia skupić swoją uwagę na tych rzeczach, które sprawiały mi przyjemność. Z utęsknieniem czekałam na męża i święta, które spędziliśmy z rodziną.
Nadszedł nowy rok, a z nim nowe marzenia i postanowienia. Moje życzenie dla nas: żeby ten rok był nasz! Moja determinacja urosła chyba do najwyższego dotychczas poziomu. Pomyślałam sobie, że oprócz dziecka, które pragnę najbardziej mam także inne plany i marzenia, które zazwyczaj schodziły na drugi plan. Może czas zacząć je realizować. Zacząć od najmniejszego. Może czas zacząć biegać? Wymówek była masa, że okres, złe samopoczucie, zmęczona po pracy, mieszkanie posprzątać, a pod koniec cyklu nie, bo może jest ciąża i lepiej jej nie "maltretować". 31 grudnia 2013 stał się dla mnie dniem, w którym oddzieliłam grubą kreską wszystkie nieprzyjemne przeżycia. Postanowiłam cieszyć się z tego co osiągamy małymi krokami, przestać zrzędzić i użalać się nad sobą. Zauważyłam pewną prawidłowość, mianowicie ludzie cały czas narzekają szczególnie wtedy, kiedy coś komuś nie wychodzi, a jak jest dobrze to tego nie doceniają, bo myślą, że tak musi być. 
Początek roku spędziłam na wędrówkach po lekarzach. Przeraził mnie okropny ból podbrzusza. Postawiłam sobie sama diagnozę: torbiel jajnika. Już to przechodziłam, nic przyjemnego, ale da się przeżyć. W mojej sytuacji przy zespole policystycznych jajników (PCOS) jest to możliwe, szczególnie po stymulacji. Postanowiłam nie czekać, aż urośnie do gigantycznych rozmiarów i udałam się do lekarza. Badanie USG nic nie wykazało. Lekarz stwierdził, że wszystko jest w porządku, ale dla pewności mam stawić się na wizytę kontrolną 10 stycznia. Kolejne badanie wykazało brak torbieli, ale i brak ciąży. Mimo wszystko po konsultacji zrobiłam badanie betaHCG. Tak trochę od niechcenia, dla formalności, żeby wykluczyć ciążę i ewentualnie coś dalej robić z tymi bólami. Dzień później dowiedzieliśmy się, że jesteśmy w III ciąży :)

wtorek, 3 czerwca 2014

Metody zajścia w ciążę:

  • naturalna - najprostsza i pewnie najprzyjemniejsza ze wszystkich. Jak wiadomo niestety nie zawsze jest ona skuteczna. Istnieje kilka przyczyn, które powodują problemy z zajściem w ciążę, chociażby  zaburzenia gospodarki hormonalnej kobiety, stres, problemy natury fizycznej związanej z budową narządów rodnych, jak również ze strony mężczyzny problemy z nasieniem. Oczywiście starania o dziecko metodą naturalną mogą być poprzedzone stymulacją cyklu kobiety
  • inseminacja (IUI) - to bezbolesny zabieg, który polega na wprowadzeniu do szyjki macicy pobranego wcześniej i wyselekcjonowanego nasienia. Istnieją trzy najważniejsze przesłanki, które kwalifikują parę do wykonania inseminacji. Pierwsza z nich to potwierdzenie występowania owulacji u kobiety, druga potwierdzenie drożności jajowodów (to nic innego jak badanie USG przed którym podawany jest płyn kontrastujący, badanie jest trochę nieprzyjemne) oraz trzecia to prawidłowa ilość, jakość i ruchliwość plemników (minimum to milion prawidłowych plemników w mililitrze). Inseminacja może zostać wykonana w cyklu naturalnym lub po uprzedniej stymulacji owulacji. Jedną z powszechnie stosowanych metod stymulacji jest podawanie domięśniowo gonadotropin przez kilka dni przed owulacją (np. Gonal), następnie ocena pęcherzyków od około 10-11 dnia cyklu oraz podanie w odpowiednim momencie (wielkość pęcherzyka około 20 mm) leku powodującego ich pęknięcie (np. Ovitrelle). Po 24 godzinach od podania zastrzyku wywołującego owulację wykonywana jest inseminacja.
  • in vitro (IVF) - polega na zapłodnieniu komórki jajowej poza organizmem kobiety. Aby uzyskać komórki jajkowe kobieta jest poddawana stymulacji na podobnych zasadach jak w przypadku inseminacji. Uzyskane komórki jajowe i plemniki umieszcza się na specjalnej płytce. Po 2-3 dniach zarodek wprowadzany jest za pomocą cewnika do macicy kobiety. Wskazania: niedrożność jajowodów u kobiety lub brak plemników w nasieniu, wtedy pobierane są one z jądra.

środa, 28 maja 2014

Formalności po stracie dziecka

O dawien dawna wiadomo, że o to co nam się należy musimy walczyć. Niestety nawet po tak ciężkim przeżyciu jakim jest strata dziecka nie ma taryfy ulgowej. Nieco miej formalności do dopełnienia mają rodzice, którzy stracili dziecko w późniejszym etapie ciąży, wtedy, kiedy znana była już płeć. Wówczas zabierają oni płód ze szpitala celem jego pochowania. W międzyczasie szpital przekazuje informację do odpowiedniego w danym rejonie Urzędu Stanu Cywilnego o porodzie martwego dziecka. Po około 3 dniach można odebrać akt urodzenia dziecka z adnotacją "martwo urodzone".
Niestety moja historia znacznie się skomplikowała, a cała procedura wydłużyła się o miesiąc. 
W szpitalu zostałam poinformowana, że mogę zabrać płód i go pochować, ale zazwyczaj w tak wczesnej fazie ciąży większość osób tego nie robi. Stwierdziłam, że nie mam siły na te wszystkie formalności. Poza tym zostałabym z tym całkowicie sama. Skołowana całą tą sytuacją podpisałam stertę dokumentów w tym zgodę na pozostawienie "zwłok". Po kilku dniach dotarło do mnie, że za te wszystkie cierpienia należy mi się odszkodowanie pieniężne od ubezpieczyciela. Postanowiłam zawalczyć o pieniądze, które chciałam przeznaczyć na dalsze leczenie. Byłam przekonana, że do otrzymania odszkodowania od ubezpieczyciela wystarczy wypis ze szpitala. Nie przyszło mi do głowy, że mogą być potrzebne inne dokumenty, nigdy wcześniej nie orientowałam w obowiązujących dla tego przypadku procedurach - nawet po stracie pierwszej ciąży nie ubiegaliśmy się o cokolwiek. Wydaje mi się, że żadna osoba spodziewająca się dziecka nie zastanawia się co zrobić po jego stracie, bo każdy zakłada, że dziecko urodzi się zdrowe. 
Musiałam podjąć następujące kroki:
  • udać się do szpitala i podpisać oświadczenie, że zabieram martwy płód i jestem zobligowana do jego pochowania - na zmianę decyzji miałam 30 dni od dnia zabiegu, po tym czasie szpital przekazuje go do utylizacji,
  • przekazać materiał do badań genetycznych celem ustalenia płci - na wyniki czeka się ok. 10 dni, cena około 500-600 zł,
  • zanieść wyniki do szpitala, który przesłał informacje do Urzędu Stanu Cywilnego, aby przygotował akt urodzenia z adnotacją "martwo urodzone",
  • udać się do USC po odbiór aktu urodzenia (po około 3 dniach),
  • złożyć do ubezpieczyciela wniosek o wypłatę świadczenia - do wniosku należy dołączyć kopię aktu urodzenia i kopię dowodu osobistego - czas oczekiwania na decyzję ok 7-10 dni.

Wraz z wynikami ustalającymi płeć dziecka odbierana jest, w tak wczesnej ciąży, "pozostałość", którą należy pochować. Po pogrzebie można ubiegać się od ZUS-u wypłaty zasiłku pogrzebowego, który wynosi 4000 zł. Do wniosku należy dołączyć faktury, z których wynika jakie zostały poniesione koszty. Każda faktura powinna zawierać informację kto jest kupującym oraz imię i nazwisko zmarłego - ważne jest to, aby była ona wystawiona z datą wcześniejszą niż data pogrzebu. W naszym przypadku zostały przedstawione dwie faktury za trumienkę oraz wiązankę. Czasami zdarza się, że ZUS prosi o wyjaśnienie dlaczego, termin pochówku jest tak odległy od dnia "śmierci", ale to jest uzależnione tylko i wyłącznie od procedur obowiązujących w danej placówce.
Warto również wspomnieć, że każdej kobiecie po stracie dziecka przysługuje 8 tygodni urlopu macierzyńskiego. Wniosek należy złożyć u swojego pracodawcy wraz z kopią aktu urodzenia.

Artykuły warte zainteresowania:

poniedziałek, 26 maja 2014

II ciąża

Radość i niepewność jednocześnie przeplatał spokój, który dawał mi do zrozumienia, że tym razem będzie dobrze. Cierpliwie odliczałam dni do pierwszej wizyty, która odbyła się 28 sierpnia. Na USG był widoczny pęcherzyk ciążowy, ale niestety bez zarodka. Znowu panika i strach. Lekarz polecił wykonanie badania betaHCG i jego powtórzenie po 48 godzinach. Miało ono pokazać, czy ciąża rozwija się prawidłowo. Książkowo beta powinna wzrosnąć o co  najmniej 60%, a najlepiej dwukrotnie. Niestety w naszym przypadku pierwszy wynik to 6547, a po 48 godzinach tylko 6665 jednostek. Lekarz podejrzewał brak zarodka, ale mimo wszystko kazał odczekać jeszcze kilka dni. Na szczęście badanie USG wykonane 4 września ujawniło zarodek z bijącym sercem. Mimo wszystko nurtowało mnie to, dlaczego beta tak wolno rośnie. Lekarz stwierdził, że mam lekkiego krwiaka, który może powodować tak niskie wyniki. Dostałam listę leków do wykupienia i dodatkowo zastrzyki przeciwzakrzepowe. 
Czułam się cudownie. Mimo zagrożenia czułam się spokojna, wypoczęta, a wyzwolenie od pracy w postaci zwolnienia lekarskiego spowodowało, ze całkowicie oderwałam się od rzeczywistości i odstresowałam. Leżąc nogami do góry i pachnąc czekałam na kolejną wizytę.
Nadszedł dwudziesty trzeci dzień września. Wizyta miała być tylko kontrolna, potwierdzająca, że wszystko jest dobrze. Po niej mieliśmy się z mężem "rozjechać" - ja do rodziców, mąż w delegację na kilka miesięcy. Wszystko spakowane, ustalone, że będziemy się widywać co 2 tygodnie. Niestety nasz plan nie wypalił. Podczas wizyty okazało się, że serce Maleństwa nie bije. Uczucie?!?!?!?! Nie jestem pewna, czy można je opisać. Ponownie moim ciałem zawładnął wielki ból, taki jak 2 lata wcześniej. Strata mam wrażenie większa, bo ciąża była starsza od pierwszej, większe przywiązanie, jedyny plus tego wszystkiego, to mniejszy strach przed szpitalem - w tym przypadku przynajmniej wiedziałam czego mogę się spodziewać. Tym razem starałam się być twarda. Mąż musiał jechać, do mnie przyjechali rodzice, którzy mieli mnie zawieźć do szpitala po kilku dniach. 
26 września 2013  o godzinie 8.30 byłam na izbie przyjęć. Dwóch lekarzy potwierdziło martwą ciążę. Tak jak w przypadku pierwszej ciąży wieczorem miałam być po wszystkim. Wiedziałam już, że zabieg jest wykonywany pod narkozą , dlatego byłam na czczo, żeby poszło to sprawniej. Po przyjęciu na oddział niestety nie było tak słodko. Czas ciągnął się niemiłosiernie. Najpierw musiałam czekać na podanie leków rozkurczowych, co nastąpiło po 5 godzinach, a później na lekarza. Ból niesamowity, a leki przeciwbólowe na moje nieszczęście działały tylko 15-20 minut. O godzinie 17 poinformowano mnie, że wieczorem będzie po wszystkim. Oczywiście oszołomiona całą tą sytuacją zapomniałam zapytać, o której godzinie dla dyżurującego lekarza jest wieczór. I znowu czekałam. Jakimś cudem udało mi się ułożyć i przysnęłam. Po 3 godzinach obolała od pasa w dół wykorzystując ostatki moich sił poszłam do dyżurki. Ledwo udało mi się wymamrotać, że chcę lekarza i chce, żeby to wszystko się wreszcie skończyło. Do zabiegowego zabrano mnie o godzinie 22, tam czekałam na resztę ekipy 40 minut. Po godzinie 23 byłam już po zabiegu.
Później dowiedziałam się, że w sumie ciąża przy tak niskim wzroście betaHCG była skazana na niepowodzenie. Nawet jeśli udałoby się ją utrzymać mogłoby się w trakcie okazać, że dziecko ma poważne wady genetyczne.
Początkowo chcieliśmy  zapomnieć, przełknąć tą gorycz i zacząć walkę od początku, ale kilka dni po szpitalu stwierdziłam, że za to cierpienie należy mi się odszkodowanie od ubezpieczyciela, któremu miesiąc w miesiąc regularnie płacę składkę. Wtedy zaczęły się schody - masa formalności do dopełnienia.


czwartek, 22 maja 2014

Kolejne próby i czekania ciąg dalszy...

Nasza przygoda z pierwszym lekarzem i jego optymistycznym podejściem do pierwszej ciąży zakończyła się w lipcu 2012. Na kolejny, zasugerowany przez niego, etap leczenia zdecydowaliśmy się w listopadzie. Wizyta u nowego lekarza była dla mnie w pewnym sensie pierwszą. Wszystko zaczynaliśmy od początku. Ustaliliśmy plan działania. Wstąpiła we mnie nowe energia. Zrobiliśmy badania, na które wcześniej nas nie skierowano. Na szczęście wyniki były dobre, dlatego od razu zasugerowano nam zabieg inseminacji, który miał zostać poprzedzony przyjmowaniem zastrzyków pobudzających wzrost pęcherzyków i sprzyjających ich pęknięciu (Gonal i Ovitrelle). Kilka miesięcy zajęło nam zdecydowanie się na ten krok, nadal mimo wszystko mieliśmy nadzieję, że skoro wyniki są w porządku to może uda nam się zajść w ciążę naturalnie. 
Decyzja zapadła w lipcu 2013. Wypoczęci po wakacjach i optymistycznie nastawieni do całej sprawy udaliśmy się na wizytę. Oczywiście towarzyszył nam też strach. Mózg zaczął przetwarzać informacje, które przekazywał lekarz. Dla niego była to kolejna para starająca się o dziecko, standardowa procedura. Dla nas coś nowego i nieznanego. Wyobraźnia działała na pełnych obrotach - najpierw zastrzyki w brzuch, później wizyty co 2 dni, jak wszystko dobrze pójdzie i urośnie ładny pęcherzyk kolejny zastrzyk, a po 2-3 dniach zabieg.
31 lipca 2013, niesamowity upał, klimatyzacja w poczekalni nie nadążała przerabiać powietrza. Do tłumu ludzi w poczekalni dołączyliśmy my. Po prawie 2 godzinach od wejścia byliśmy po wszystkim. Gorące powietrze wymieszane ze stresem sprawiło, że jedyne o czym marzyłam to moje ukochane łóżko. 
I znowu nie pozostało nam nic innego tylko czekać.
Wychodząc z gabinetu lekarz polecił wykonanie testu ciążowego w połowie sierpnia. Wybił piętnasty dzień sierpnia. Zestresowana wpatrywałam się jedną kreskę na teście mając nadzieje, że może jakimś cudem zrobią się z niej dwie. Po 5 minutach było wiadomo, że nic z tego. Znowu moim ciałem zawładnęła wewnętrzna złość i pretensja do całego świata. Chociaż ku mojemu zdziwieniu po kilku minutach moje myślenie całkowicie się zmieniło, stwierdziłam, że to jednak za wcześnie, w końcu przy pierwszej ciąży test też od razu jej nie wykazał. 19 sierpnia powtórzyłam test - wyszedł pozytywny. Tak rozpoczęła się nasza przygoda z II ciążą.

środa, 21 maja 2014

I ciąża - wielka radość - wielka strata

1 października 2011 roku oglądaliśmy dwie piękne czerwone kreski na teście ciążowym. Radość ogromna, szał, uśmiech od ucha do ucha. Wizyta u lekarza potwierdziła ciążę. Niestety lekarz od samego początku dawał do zrozumienia, że ciąża jest zagrożona. Na dzień dobry zestaw leków na podtrzymanie i zakaz jakiegokolwiek wysiłku. Kolejna wizyta kontrolna została zaplanowana na 18 października. Przez te 2 tygodnie szczęście przeplatała niepewność, tym bardziej, że niestety pojawiły się bóle brzucha. Nadszedł upragniony dzień - USG - widok pięknego zarodka o długości 7 mm i optymistyczne podejście lekarza sprawiły, że uwierzyłam w spełniające się marzenie. Niestety nasza radość nie trwała długo, już następnego dnia wylądowałam na izbie przyjęć z potwornymi, ciągnącymi w dół bólami podbrzusza. Uczucie okropne. Po prawie dwugodzinnym oczekiwaniu łaskawie przyjął mnie lekarz dyżurujący, który po wykonaniu USG powiedział "właśnie rozpoczęło się poronienie, wieczorem będzie już po wszystkim, jutro wyjdzie Pani do domu".
Gorycz, żal i ból nie tylko fizyczny zapełniły całe moje ciało. Nie mogłam pojąć, że coś takiego może nam się przytrafić. Po przyjęciu mnie na oddział miałam jeszcze nadzieję, że można to wszystko jeszcze jakoś naprawić, uratować to dziecko. Dzisiaj wiem, że to uczucie było "skutkiem ubocznym" leków uspokajających i przeciwbólowych.
Po godzinie 18 byłam po zabiegu. Następnego dnia rano po przebudzeniu wydawało mi się, że to był tylko sen. Kolejne dni przekonywano mnie, że tak miało być, że może lepiej teraz niż w późniejszej fazie ciąży. Nie wiem dlaczego, ale sama zaczęłam w to wierzyć, mimo, że czułam coś innego - może dlatego, że tak było łatwiej. "Ubrałam się" w skorupę, która czasami pękała, a wtedy ze środka mnie wylewała się gorycz, żal do całego świata, nienawiść do ludzi, którzy mogli mieć dzieci a ich nie chcieli. Najwięcej nasłuchała się najbliższa mi osoba, z którą chciałam spędzić resztę życia i której równie ciężko było przejść przez ten trudny czas.
Lekarz polecił odczekać co najmniej 3 miesiące zanim zdecydujemy się działać dalej. Po tym czasie jeszcze kilka razy podjęliśmy próbę zajścia w ciąże za pomocą leków sugerowanych przez ówczesnego lekarza. W końcu jego siły się skończyły, rozłożył ręce twierdząc, że nic więcej nie jest w stanie zrobić i skierował nas do kliniki niepłodności, która miała podjąć się leczenia inną metodą.

wtorek, 20 maja 2014

Decyzja zapadła

W życiu mężczyzny i kobiety połączonych najsilniejszym z ludzkich uczuć - miłością - w końcu przychodzi moment, że postanawiają mieć dziecko.*
Nasza decyzja zapadła w listopadzie 2009 roku. Wszystko miało pójść według wcześniej określonego planu. Było już własne mieszkanie i w miarę stabilna sytuacja materialna, dlatego zdecydowaliśmy o posiadaniu dziecka. Wyobrażenie sobie takiego bezbronnego maleństwa przywoływało dwa skrajne czucia radość i strach, zastanowienie czy w ogóle sobie poradzimy. Ekscytacja, radość i fascynacja, bo w końcu przyszedł moment, w którym możemy spełnić nasze marzenie, a strach, bo nie codziennie podejmuje się tak ważną decyzję. Po kilku miesiącach nieudanych prób uczucia się zmieniają w szaleńczą chęć posiadania dziecka natychmiast i jednocześnie paniczne rozgoryczenie skłaniające do przemyśleń, dlaczego nie możemy mieć dziecka. Przecież miało być tak pięknie jak w bajce, wszystko ułożone krok po kroku. Po wykonaniu podstawowych badań, które pokazały, że oprócz lekkiej niedoczynności tarczycy nic więcej nie powinno stać na przeszkodzie. Lekarze kazali czekać, twierdząc, że jeszcze za wcześnie na postawienie diagnozy, którą miała być niepłodność. Twierdzili, że najlepszym lekarstwem jest niemyślenie o dziecku i całkowite oderwanie się od tego tematu, dlatego nadszedł etap "odpuszczenia" z lekkimi nawrotami. Wpadnięcie w wir pracy, jakieś wyjazdy weekendowe od czasu do czasu spowodowało, że nie wiadomo kiedy minęło kilka kolejnych, bezowocnych miesięcy. Rok później zdecydowaliśmy się rozpocząć leczenie,  które miało polegać na przyjmowaniu leków stymulujących owulację. Miało to trwać zaledwie od 4 do 5 miesięcy. Jakimś cudem znowu przeleciał kolejny rok, podczas którego prawie co drugi miesiąc rozpoczynał się tak samo - tabletki, monitoring cyklu, test ciążowy i jedna czerwona kreska. Lekarz za każdym razem rozkładał ręce, przepisywał kolejne tabletki i dawał nadzieję mówiąc, że może uda się w przyszłym miesiącu. W sierpniu 2011 nastąpił kolejny czas "odpuszczenia", a w październiku ku naszemu zaskoczeniu i wielkiej radości po raz pierwszy w życiu test ciążowy pokazał dwie piękne czerwone kreski. Nadszedł czas pierwszej ciąży.

* Valero C., Moje dziecko. Rozwój dziecka od 0 do 3 lat, wyd SBM, 2010, s.6.

piątek, 16 maja 2014

Marzenia te duże i te maleńkie...

Życie to mechanizm napędzany przez nas samych. Ciągle gdzieś biegniemy, coś robimy, dążymy do jakiegoś celu - tylko po co? Żeby spełniać marzenia!
Zanim to się stanie musimy przebyć długą drogę, gdyż cały ten proces nie odbywa się bez oczekiwania. Na wszystko musi przyjść swój czas.
Czekanie jest dla nas szczególnie trudne wtedy, kiedy nam na czymś bardzo zależy. Najpierw czekamy na ogłoszenie wyników w liceum, do którego złożyliśmy dokumenty, później lista na studia. W końcu szukamy tej jednej jedynej osoby, z którą chcemy spędzić resztę życia, jak to nastąpi marzymy o założeniu rodziny i posiadaniu dziecka. Wtedy włącza się czerwona kontrolka, zaczynamy robić listę rzeczy, które chcemy osiągnąć zanim dziecko pojawi się na świecie. Większość chce skończyć studia, zmienić pracę, awansować, kupić lepszy samochód, posiadać własne mieszkanie, jednym słowem chcą ustabilizować swoją sytuację - przede wszystkim materialną.
Ponownie rozpoczynamy etap oczekiwania na realizację wymarzonego celu, którym jest dziecko.
Nadchodzi dzień ostatecznej decyzji i początek starań, a później czas oczekiwania na dzień, w którym na teście ciążowym zobaczymy dwie czerwone kreski. Wtedy dla wielu par rozpoczyna się okres walki, bardzo często okres kilkuletniego oczekiwania.