czwartek, 22 maja 2014

Kolejne próby i czekania ciąg dalszy...

Nasza przygoda z pierwszym lekarzem i jego optymistycznym podejściem do pierwszej ciąży zakończyła się w lipcu 2012. Na kolejny, zasugerowany przez niego, etap leczenia zdecydowaliśmy się w listopadzie. Wizyta u nowego lekarza była dla mnie w pewnym sensie pierwszą. Wszystko zaczynaliśmy od początku. Ustaliliśmy plan działania. Wstąpiła we mnie nowe energia. Zrobiliśmy badania, na które wcześniej nas nie skierowano. Na szczęście wyniki były dobre, dlatego od razu zasugerowano nam zabieg inseminacji, który miał zostać poprzedzony przyjmowaniem zastrzyków pobudzających wzrost pęcherzyków i sprzyjających ich pęknięciu (Gonal i Ovitrelle). Kilka miesięcy zajęło nam zdecydowanie się na ten krok, nadal mimo wszystko mieliśmy nadzieję, że skoro wyniki są w porządku to może uda nam się zajść w ciążę naturalnie. 
Decyzja zapadła w lipcu 2013. Wypoczęci po wakacjach i optymistycznie nastawieni do całej sprawy udaliśmy się na wizytę. Oczywiście towarzyszył nam też strach. Mózg zaczął przetwarzać informacje, które przekazywał lekarz. Dla niego była to kolejna para starająca się o dziecko, standardowa procedura. Dla nas coś nowego i nieznanego. Wyobraźnia działała na pełnych obrotach - najpierw zastrzyki w brzuch, później wizyty co 2 dni, jak wszystko dobrze pójdzie i urośnie ładny pęcherzyk kolejny zastrzyk, a po 2-3 dniach zabieg.
31 lipca 2013, niesamowity upał, klimatyzacja w poczekalni nie nadążała przerabiać powietrza. Do tłumu ludzi w poczekalni dołączyliśmy my. Po prawie 2 godzinach od wejścia byliśmy po wszystkim. Gorące powietrze wymieszane ze stresem sprawiło, że jedyne o czym marzyłam to moje ukochane łóżko. 
I znowu nie pozostało nam nic innego tylko czekać.
Wychodząc z gabinetu lekarz polecił wykonanie testu ciążowego w połowie sierpnia. Wybił piętnasty dzień sierpnia. Zestresowana wpatrywałam się jedną kreskę na teście mając nadzieje, że może jakimś cudem zrobią się z niej dwie. Po 5 minutach było wiadomo, że nic z tego. Znowu moim ciałem zawładnęła wewnętrzna złość i pretensja do całego świata. Chociaż ku mojemu zdziwieniu po kilku minutach moje myślenie całkowicie się zmieniło, stwierdziłam, że to jednak za wcześnie, w końcu przy pierwszej ciąży test też od razu jej nie wykazał. 19 sierpnia powtórzyłam test - wyszedł pozytywny. Tak rozpoczęła się nasza przygoda z II ciążą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz